Snowboard, Alpy i bagietki – kiedy robisz to po raz pierwszy.

2019-05-08 09.43.57

Zaczęliśmy planować w styczniu, krótko po powrocie z Rugii. Co dalej? Jak? M. Bardzo chciał pojechać na deskę. Robi to regularnie od 8 lat. Ja natomiast, nie robiłam tego nigdy.

Padło na wyjazd ze SnowShow, w połowie kwietnia do wioski Orelle i kompleksu Val Thrones. Ponad 150 km tras zjazdowych, ładny śnieg, szerokie trasy.  Ale… zastanawialiśmy się czy na mitycznej wysokości 3000m, o tej porze roku będzie jeszcze śnieg. Na wstępie mogę Was zapewnić, że było go mnóstwo, choć temperatury w niższych partiach gór utrzymywały się w okolicy + 1 – 3 stopni. Klik, klik 1500 zł ze skipasem od głowy, 100 zł za siedzenia XXL w autokarze. Dla mnie dodatkowe lekcje za 280 zł (6 dni, po 2 h dziennie). Okazało się, że to była świetna decyzja.

Czy jeździłam wcześniej?

Nie. Miałam tylko dwie lekcje na poznańskiej Malcie. Jak wiecie, tegoroczna zima nie uraczyła nas przesadnie niskimi temperaturami, więc na oślej łączce było więcej lodu niż śniegu. Na szczęście swoje i nieszczęście naszego portfela, złapałam bakcyla.

Alpy to nie za dużo na pierwszy raz?

Tak szczerze to… nie wiem. Należę do tej szczęśliwej grupy osób, która szybko łapie różne aktywności. Nie mam problemów z równowagą i dobrze radzę sobie z balansem własnego ciała. Mam całkiem dobrą kondycję, od regularnych ćwiczeń oraz długich spacerów. Jednak przyznam, że deska to było wyzwanie. Balans oraz ruch zupełnie odmienny od tych jakie znałam.

Czy to męczące?

Na początku! Dramat. Siadasz, wstajesz, zapinasz się, wypinasz, nie możesz przejechać na wypłaszczeniu, więc musisz kawałek przejść. Na ogół jeździsz na liścia (w jednej pozycji od prawej do lewej części stoku), więc nogi palą od trzymania pozycji. Przewracasz się, choć mnie na szczęście nie zdarzyło się to zbyt wiele razy – przy czym strzaskałam sobie prawy pośladek i kość ogonową – czuję ją do dziś ;)).

Jak mi szło?

Po 2 dniach zaczęłam już uczyć się skręcać, zmieniać front side, na back side. Zaczęłam kontrolować deskę. Pod koniec wyjazdu zaczęłam nawet momentami łączyć płynnie przejścia – czyli jeździć faktycznie tak, jak jeździć się powinno. Wierzcie jednak, że trzeba odrobinę samozaparcia, aby jednak nie zrezygnować, ale o przygodach innym razem 😉

Sprzęt?

Buty udało mi się dorwać za 400 zł na 50% przecenie w Decathlonie z systemem BOA (korbka z metalową linką – bardzo praktyczna!). Spodnie (150 zł) i odzież termiczną (góra 49zł, dół 39zł po dwa komplety) kupiłam również w Decathlonie. Kurtkę ze świetnymi parametrami dorwałam na Allegro za niecałe 150zł. Jestem z niej bardzo zadowolona. Deskę z wiązaniami wypożyczyłam w Poznaniu, ale na kolejny sezon kupię swoją, lżejszą.
Kask, gogle, rękawice i plecaczek również kupiłam w Decathlonie. Ich całościowy koszt zamknął się w 350 zł. Było warto 🙂

2019-05-08 09.37.12

Deska pochłonęła mnie w całości, już nie mogę doczekać się kolejnego sezonu! Ale wcześniej czeka nas podróż do Turcji. Kilka dni temu wróciliśmy ze słonecznego Rodos. Mam dla Was dużo zdjęć i praktycznych porad.

C.D.N – tyle, że nie wiem kiedy!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s