Szwajcaria Żerkowska

 

Jest chłodno, ale słonecznie. Tkwię wewnątrz niczego. Nic, leży mniej więcej pośrodku trasy między Poznaniem, a Kaliszem – zwie się Jarocinem. 
Wyciągam rower z piwnicy rodziców. Upewniam się, że zabrałam ze sobą wałówkę. Chwytam za kierownicę, po chwili pędzę wzdłuż ulicy Żerkowskiej. W kierunku prawdziwej Szwajcarii. Kto by pomyślał, że dotrę do niej za niecałe 40 minut.
Szwajcario! Zaraz będę.

 

 
Przejeżdżam przez Annapol, po kilku chwilach pędzę przez las, zjeżdżając ze stromej górki i wjeżdżam do Wilkowyji. Wioska jest niewielka, ciągnie się wzdłuż głównej ulicy. Dawniej należała do rodu Zaremów z Żerkowa, przechodząc kolejno w ręce Opalińskich, Sapiechów i wreszcie Radolińskich. Po lewej stronie mijam neogotycki kościół pod wezwaniem św. Wojciecha. Nigdy nie byłam wewnątrz. Dziś nie ma to znaczenia, mam inny cel.
Mijam Wilkowyję, odbijam w prawo. Prosta droga, pola, asfalt i lasy. Przede mną jeszcze 30 kilometrów drogi. Będę mieć dużo czasu, żeby nacieszyć się widokami.
W sercu Szawajcarii
Docieram do Żerkowa. Serca Szwajcarii, niewielkiego miasteczka leżącego w południowej Wielkopolsce. Niezwykłe miejsce pośrodku niczego. Wokół roztaczają się malownicze, niewysokie wzniesienia, wygodnie ułożone wśród rozlewisk pradoliny Warty. Jestem tu i rozkoszuję się słońcem. Mówiłam, że do Szwajcarii jest niedaleko.
Muszę zdecydować. Jechać prosto, czy może jednak skręcić w prawo? Skręcam, jadę wzdłuż basenów i odbijam w lewo.  Kolejna górka, na szczęście znacznie mniejsza. Po prawej stronie mijam amfiteatr. Został otwarty w czerwcu 2015 roku. Wiem, że wybudowano go na zgliszczach pałacu, zaprojektowanego przez Pompeo Ferrariego w roku 1690. Budowla popadła w ruinę po pierwszym pożarze w roku 1830, ostatecznie rozebrano ją pod koniec roku 1942. 
Nie tracąc czasu, ruszam dalej. U szczytu podjazdu zatrzymuję się przy pozostałościach XVIII wiecznej, barokowej bramy, z której widzę kościół pod wezwaniem św. Stanisława Biskupa Męczennika. Budowla jest otoczona niewielkimi krużgankami. Postanawiam zsiąść z roweru i przejść się po kościelnym placyku. Dziś niedziela. Wewnątrz odbywa się msza. Ściskając kierownicę, powolnym krokiem przechodzę w kierunku cmentarza. Znajduje się on na wzniesieniu, jest dobrym punktem orientacyjnym. Dobrze widać z niego wieżę telewizyjną. Przeciskam się między nagrobkami, mijam rodzinny grobowiec, powoli docierając do kaplicy znajdującej się na szczycie pagórka. Zauważam chłopaka, który bacznie mi się przygląda. Chyba nie codziennie, ktoś fotografuje żerkowski cmentarz. Robię kilka zdjęć. Schodzę z góry i zbieram się do Śmiełowa, przywitać Adama Mickiewicza.
Żerkowsko – Czeszewski Park Krajobrazowy
Moja podróż odbywa się w ramach jednego ze 121 parków krajobrazowych Polski. Jest on umiejscowiony na Pojezierzu Leszczyńskim, między dolinami Odry i Warty. Zajmuje zaledwie 15 640 ha, obejmując gminy Miłosław (słynącą ze świetnego piwa!), Nowe Miasto oraz Żerków. Żerkowsko – Czeszewski Park Krajobrazowy powstał dnia 17 października 1994 roku. Od tego momentu unikatowa rzeźba terenu oraz rzadkie gatunki roślin i zwierząt są objęte ochroną prawną. Wyjątkowymi elementami krajobrazu parku są pagóry morenowe, zwane Wałem Żerkowskim. Najwyższymi punktami Wału jest Łysa Góra (161 m. n. p. m), która według legend była miejscem sabatów czarownic oraz Góra Żerkowska (155 m. n. p. m.), z której roztacza się widok na Śmiełowski Pałac oraz Kościół pod wezwaniem Św. Jana Chrzciciela w Brzóstkowie. Trasa ciągnąca się od punktu widokowego aż do pałacu, jest marzeniem każdego rowerzysty. Stroma, z lekkim wypłaszczeniem na końcu pozwala rozpędzić się aż do 70 km/h. Jednak podchodzę do mojego roweru z ograniczonym zaufaniem, pilnując prędkości i regulując ją hamulcem nożnym. Wokół ciągnie się las. Mam wrażenie, że utknęłam w błogiej nicości.
Witaj w Śmiełowie
Z Żerkowa do Śmiełowa jest zaledwie rzut kamieniem. Strome zjazdy ułatwiają szybkie dotarcie na miejsce, już teraz żałuję, że zasada ta działa wyłącznie w jedną stronę. Mijam kilku kolarzy. Machają mi, z przymrużeniem oka patrząc na stary rower. Pędzę w dół. Przednie koło bezlitośnie tańczy po asfalcie, jakby miało zaraz odpaść. Na szczęście nie odpada…
Zza rogu wyłania się Śmiełowski pałac, a ja w wyobraźni widzę Adama Mickiewicza przechadzającego się wśród rozkwitających pól. Macha do mnie, zapraszając na herbatę. Choć po tak długiej podróży, chętniej zdecydowałabym się na kieliszek koniaku. Jestem na miejscu. Mam wrażenie, że utknęłam w obcej czasoprzestrzeni. Po prawej stoi niezwykły, klasycystyczny pałac wzniesiony w roku 1784, a po lewej stare PRGowskie budynki. Dwa odmienne światy. Po dwóch różnych stronach drogi.
A co jest przede mną? To się jeszcze okaże.
 
 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s